FEMUNDSMARKA - LIPIEC 2012


Po 3 latach "planowania", bajerowania, opowiadania ściemnionych historii, które niemal przerodziły się

w legendy jacy to nie są z nas traperzy, trzeba było zrealizować tą wyprawę co by niektórzy przestali
sobie żartować z barowych wędrowców :)

Łowiliśmy kilka dni na starych miejscówkach, chyba aż do znudzenia skoro jednego wieczoru siedząc
przy ognisku podjęliśmy decyzję... Spakowaliśmy się, przejrzeliśmy mapy, zmusiliśmy się do snu, żeby
wcześnie się obudzić i jak najszybciej wyruszyć. Oczywiście nie udało się wcześnie wstać, ale to nie
zmieniło planu. W końcu są lipcowe, białe noce - można szaleć po dobranocce :)

Cel: nieduże jezioro położone na wysokości około 1000 m.n.p morza w parku narodowym Femundsmarka.

No to idziemy. Przez około 300 m otaczają nas rzadko rosnące, skarłowaciałe, powykrzywiane brzozy.







Ostatnie spojrzenie na granice drzew. Później będą tylko skały, kamienie, bagna, jeziorka i potoki.





Ja jak zwykle z tyłu zafascynowany widokami, pstrykający wszytko jak azjatycki turysta :)
Ostrzegam będzie trochę widoczków
;)




Nad jednym ze szczytów młode kruki stawiały pierwsze kroki w powietrzu.











To jest nasz cel. Jeszcze około godzinki drogi przez torfowisko.





Zapatrzony na własne nogi podbiegł do mnie na 10 m. Wyglądał na zdziwionego *nie bardziej jak ja*.
Gdy mnie dostrzegł, ominął szerokim lukiem.






Dotarliśmy, udało się znaleźć skrawek w miarę suchego miejsca na obóz. Chwila odpoczynku przy kawie,
zmontowanie sprzętu i wypadało by położyć suchara na wodzie ;)










Roi się jętka, chruścik i lata cała masa komarzyc. W oddali widać co jakiś czas agresywne wyjścia pstrągów.



Kolega na samym początku zapina ładnego pstrąga, ja kończę z 2 mniejszymi.







Czas na relaks i wyciszenie.





Rybitwa popielata penetrująca wokoło jezioro. Bardzo efektownie potrafi zawisnąć w powietrzu wypatrując ryby.
Gdy namierzy swoją ofiarę nurkuje pikując.
Kilka razy zawisła nade mną.








Dolina i jeziorko na tle zachodzącego słońca.





Czas wracać i chwilę się przespać. Nad ranem obudziła mnie intensywna czerwień wschodzącego słońca,
którego promienie wpychały się pod mgłę, zawieszoną nad doliną.
Zaspany pstryknąłem jedno zdjęcie. Szkoda, że nie oddaje ono tej czerwieni na górach, mgle, trawie i wodzie...



Komary, zimny wiatr i silne słońce nie pozwalają pospać...



ale jak widać nie wszystkim to przeszkadza hihihi...



Nawet wstają pełni energii i entuzjazmu :)



Czas wracać. Ostanie spojrzenie za siebie...









Jeden wypad w sezonie nad jeziorko i gapienie się w suchara jak w spławik w zupełności wystarczy hihihi
i żeby nie było z czego zrobić ogniska.
Co to za rybałka bez ognia!!! ;)