MOJA MAŁA KANADA


Przez te wszystkie lata uzbierało się sporo dziwnych zdjęć z okolic, w których łowię,
kilka ciekawych, a kilka zwykłych pstryków, szkoda jednak żeby kurzyły się na dysku.

Postanowiłem w końcu ubrać je w jakąś relację i udostępnić na stronie.  
Już dawno nazwałem to miejsce Małą Kanadą, tak mi się skojarzyło gdy tam trafiłem po raz pierwszy.
Zauroczyło mnie to miejsce, zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia, ale nie ma co się dziwić,
w końcu jestem chłopak z nizin i byle pagórek robi na mnie wrażenie ;)

Spędzam tam każdy weekend i każde wolne - od wczesnej wiosny do późnej jesieni i kilka nocek w zimie. 
Mój ulubiony odcinek to rwące 20 km poprzecinane wieloma baniami i bardzo głębokimi  dołami  rynnami.
Dosyć trudne miejsce do łowienia ale bardzo urokliwe.
Największym plusem są małe ryby, tak nie przejęzyczyłem się, dużo małych pstrągów, dzięki temu miejscowi i turyści omijają te miejsca,
a ja mam święty spokój i zawsze jestem sam co jest dla mnie ważniejsze niż rekordowe okazy z popularnych rozreklamowanych miejsc. 
Oczywiście są duże pstrągi, ale jak już dobijają do 40 cm to przenoszą się do kilku ogromnych, bardzo głębokich, przepływowych jezior,
wtedy pozostaje tylko wyobrażać sobie jakie tam pływają torpedy. Nawet miejscowi z siatkami nie próbują tam łowić, wiedzą, że te ryby
są nieosiągalne. Jedynie wiosną gdy jeziora jeszcze pokrywa lód a rzeki już odmarzają, kabany wchodzą żerować na krótko do rzek.
Wtedy jest szansa złowić okaz, ale co ja tu o pstrągach, są jeszcze lipienie, szczupaki i piękne okolice.
Sezon jest krótki, śniegi schodzą pod koniec maja ale zanim zaczną się roztopy kilka razy w zimę zakładam narty biegowe i spędzam kilka
weekendów nad wodą. Przerażająco gruba pokrywa śnieżna nie pozwala myśleć o rychłym nadejściu wiosny. 









Tak na prawdę  zimowe łowienie nie ma sensu, ale ile można czekać na wiosnę! 
Trzeba porostu się wyrwać, być tam, rozpalić ognisko, posłuchać szumu rzeki, odpocząć od pracy i zgiełku miasta. 

Statystycznie na 10 zim i około 40 zimowych weekendów nad rzeką  padł 1 lipień i 2 pstrągi :) 
I to wszytko tylko w końcowych kwietniowych dniach. Mimo wszytko dla tej ciszy i widoków mogę tam siedzieć nawet bez wędek.





Nie ma jak  biwak na śniegu ;)




Wiosenne widelnice przekopujące się przez zmrożony śnieg.









Wiosna (maj/czerwiec) trwa zaledwie kilka dni, zaczyna się prawdziwy taniec natury. Wszytko eksploduje i od razu się spieszy,
natura wie ze za 2 miesiące dzień będzie coraz krótszy, a wraz z sierpniem zaczną się przymrozki. Cała przyroda ma bardzo krótki okres wegetacji
i wykorzystuje każdy słoneczny dzień do rozwoju.

Jednak zanim wszytko się zazieleni a śnieg już stopnieje i można spokojnie chodzić po lesie zaczynam polowania z aparatem na wychodzące

z gęstwiny łosie, które pod wieczór szukają pierwszych świeżych traw na nasłonecznionych łąkach i torfowiskach. 























Oto baza, stara chata na kawałku płaskiego gruntu pomiędzy górą a rzeką.
Może nie wygląda imponująco ale proszę mi uwierzyć było jeszcze gorzej.
Co roku coś tam zrobię żeby można było  przenocować i schować się przed deszczem.
Nie ma jak się tam dostać z materiałami żeby to wszytko odrestaurować.
Stromo pod górę, żadnej drogi, ścieżki a rzekę można pokonać tylko w kanu.
Jest jak jest ale trzyma klimat, to najważniejsze ;)





Wokoło tego miejsca rozciąga się stary las co kilka metrów poprzecinany strumyczkami i strumieniami.

Reszta sezonu to łowienie łowienie i odkrywanie nowych miejscówek, a przy białych nocach można nie wychodzić z wody. 































































Nordycka malina, jak dojrzeje robi się żółta, stąd jej druga nazwa - złoto skandynawskich gór.
Jak dla mnie smakuje jak sfermentowana truskawka. 





Tylko raz udało mi się spotkać stado dzikich reniferów, niżej dodaję dla porównania zdjęcia tych półdzikich. 











Wspomniane półdzikie renifery.







































Łasica.







































Bibio - leń marcowy.





















Idealnie pozowała (Sowa Mszarna).



























Kogut Głuszca.













Siewka złota.  Plecki prawie jak JC ;)











Żylenica nadwodna.





Ot taki to mój Traperski Fly Fishing, reszta  podobnych zdjęć w galeriach i w pozostałych relacjach ;) 

.