PIKE STRIKE - lipiec 2016


Kolejne lato, kolejny sezon to i kolejny wspólny wyjazd po przygodę.

Tym razem postanowiliśmy zaatakować kanały od  ujścia w górę. Wodujemy kanu na sporym, górskim jeziorze i płyniemy szukać miejsca
gdzie szczupakowe bagna do niego wpadają. Samo jezioro jest strikte pstrągowe, lodowata woda,  kamienne dno, twarde i skaliste brzegi.
Co jakiś czas pojawiające się zbiórki na tafli wody troszkę ściskają nas w krtani. Niestety trzymamy się planu i płyniemy na łatwiznę,
po niezbyt wymagającą rybę ;)
Na pstrągi i lipienie zapolujemy w okolicznych rzekach, ale to potem - po szczupakowej przygodzie. 








Rodzina rybitwy popielatej. 


Bez większych problemów znajdujemy ujście. Od razu widać, że raczej kanu tam nie poszalejemy. Głęboki wlew po około 50 m zmienia się
w wąski, szybko rwący wodospad, niestety plastikowa dłubanka musi zostać. My dalej ruszamy pieszo. Jak się później okazało, powolny kanał,
który będziemy obławiać, w wielu miejscach był poprzecinany takim spadzistymi zwężeniami. 










Pozostaje tylko iść w górę i obławiać!

Brzmi banalnie ale ciągłe wpadanie w ukryte pod gęstą trawą bobrowe tunele przy jednoczesnym odganianiu się od stada końskich much
prawie jak w tropikalnym wilgotnym upale może skutecznie uprzykrzać  łowienie i podziwianie dziewiczej natury. Na szczęście co jakiś czas
udaje się coś wyholować, zerwać, nie zaciąć. 
Zaczęliśmy skromnie od młodzieży, sporo rybek 50-60 cm, im wyżej szliśmy tym szczupaki były bardziej dorodne. 

























































































I tak to mniej więcej wyglądało; dwa dni na bagnach, sporo ryb, które bezpiecznie wróciły do wody i czekają na kolejne spotkanie.
Kilku wielkim mamuśkom, którym udało się czmychnąć nie przepuścimy i następnym razem będą musiały zapozować!


Oczywiście jak tylko będzie chwila i przyjdzie wena pojawi się krótki film.

Pozdrawiam !