SZCZUPAKI NA TORFOWISKACH - LIPIEC 2012
 
 
Kolejna traperska wędrówka .
Powiem szczerze bez kozaczenia, że troszkę w nieznane. Jedno co wiedziałem to to,
że jest tam niewielka rzeka z pstrągami i szczupakami i że zejdzie około 3 dni.
Cały teren jest podmokły, bagnisty, z licznymi bajorami, kanałami, dopływami i studniami.
Studniami nazywam głębokie doły o średnicy od 0,5 m znajdujące się na terenach
podmokłych, torfowo-bagiennych wypełnione wodą. Wyglądają jak by nie miały dna.
Mogą się łączyć tworząc labirynt tuneli zalanych wodą. Przyrównać to można do przerębli.
W każdym razie niebezpiecznie to wygląda i nic przyjemnego nagle się zatrzymać i spojrzeć
w taką ciemną dziurę.
Pewnie ma to jakąś fachową nazwę, może kiedyś na nią natrafię, byle tylko w tą dziurę nie trafić :)

Obraliśmy kierunek i fota po focie idziemy.

To będzie gdzieś w tej dolinie.



Pozostałości po wyrębie pewnie z połowy poprzedniego wieku.
Do lat 70. karczowano okoliczne lasy na potrzeby kopalni miedzi w Røros.








W miarę jak zbliżaliśmy się do wspomnianych łąk i bagien ten ptak (Kulig Wielki)
powiadamiał całą okolicę, że coś dziwnego wkracza na jego terytorium :)
jeszcze wrócę do tego ptaszka w dalszej części.




Tu jakiś bardzo stary szałas trapera, myśliwego, może drwala... niczym twierdza
umieszczony na wzniesieniu; idealny punkt obserwacyjny na pobliskie łąki.






To i my posiedzimy w dawnym obozie żeby trochę odsapnąć, zorientować się mniej więcej
gdzie jesteśmy i napoić hordy komarów. Jakieś strasznie zdesperowane waliły w nas jak kamikadze :)








Uwieczniłem jedną przeprawę, nawet kręciłem filmik, ale niestety nikt się nie skąpał.
Jak widać po badylu całkiem głęboko około 2m. Następnego dnia w podobnym kanale
złowiłem dwa szczupaki :)






Tak to właśnie wcześniej wspomniana rzeczka. Niewielka ale jakże urokliwa.
Postanowiliśmy iść trochę wyżej w poszukiwaniu bystrza i jakiegoś wzniesienia na obóz.








Tak tu będzie idealnie, kropki w bystrzach i miedzy nimi, a na większych, głębszych leniwych
rozlewiskach i w kanałach szczupaki.
Zabrałem uniwersalną #5 i mój najcięższy kij - #7. Na szczupaki i duże muchy trochę to było
mało, ale na szczęście woda też do największych nie należała i spokojnie dawałem radę :)
Najważniejsze, że w końcu można było ściągnąć kalosz i stanąć na suchym lądzie, otworzyć
bronka i rozpalić jak najbardziej kopcące ognicho. Wolałem wędzić się w dymie niż zostać
wyssany przesz komary.














Tu miedzy kaskadami (taki odcinek ~100m) ładnie żerowały kropki.
Udało się skusić kilka maluchów na sucharka :)
Po przeciwnym brzegu nasz kopciuch.




Ryby.
Pstrągi małe, około 30 cm, dwa może na 35cm, klasycznie na sucharka, akurat spływała
jętka na # 10/12. Większość na wypatrzonego. Po każdej rybie trzeba było zrobić przerwę
i z 15min odczekać żeby się uspokoiło.
Z szczupłym doświadczenie mam tylko z YouTube :) :)
Miałem 6 much które jakieś 5 lat temu, pewnie przypadkowo zamówiłem przez internet.
Łowiłem może z 2 h po tym jak dotarliśmy.
Szczupaków na prawdę dużo, stały jak poukładane !!!
Czekały aż jakiś pstrążek postanowi sprawdzić co dzieje się niżej za wodospadem ;)
Podobało mi się bardzo :) ale po pierwszych 30 min zostały mi 2 muchy.
Oczywiście zapomniałem o czymś takim jak stalka lub inny wynalazek i wszystkie
muchy zostały obcięte. Jedną udało się odzyskać, wyholowałem jednego za nos
a w paszczy miał mojego strima, którego odciął wcześniej :/
Większość ryb, jak już wspomniałem, wyholowałem podczepionych wokoło głowy;
za nos, za brodę, skrzela... Na przyszły sezon będę bardziej przygotowany.
Przedział to tak 50/70cm standard, 2-3 około 80 i jeden na 85cm.














Jakaś nora! Trawa pozałamywana, pewnie ktoś z niej korzysta.
Bardo dobrze się z niej podawało przynętę ;)




Czas na odpoczynek pod gwieździstym niebem, z zimnym piwkiem i dobrą whisky.
Oczywiście, jak zawsze, poruszony temat wilków, niedźwiedzi i inne opowieści do poduszki
sprawiły, że sen miałem bardzo czujny.






Miałem wspomnieć Kulika Wielkiego. W sumie po 2 stronach rzeki na torfowisku gniazdowały
2 pary, ale jakoś przełknęły nasze wtargnięcie i po jakimś czasie zamilkły.
Nad ranem ich pisk mnie *czujnie śpiącego* zerwał na równe nogi doprowadzając prawie do zawału, hahaha.
Na szczęście nie była to wataha wilków tylko stado reniferów które pasły się na skraju lasu ;)
Swoją drogą bardzo dobry system wczesnego ostrzegania!








Na przyszły sezon będę bardziej przygotowany :) Muchy już motam, kija mocniejszego mam.
Drogę zapamiętałem i nie stracę ponad połowy dnia na człapanie po mokradłach,
a to wszytko pozwoli bardziej skupić się na łowieniu .

Rzeczka cięgnie się leniwie, tylko czasem przyspieszając - wpada do tego jeziora.






POZDRAWIAM!