buy prednisone from canada order gabapentin online overnight TAJLANDIA

 
Tajlandia, hmmm, co tu dużo pisać. Przez okres planowania tego urlopu traktowałem to jako rekompensatę dla mojej
drugiej połowy za te wszystkie weekendy, które spędziłem z muchówką  w troszkę mniej tropikalnych i zaludnionych
miejscach ;) To miał być zasłużony wypoczynek... i był!
Plaża, restauracja, zimne piwo i tak prawie 3 tygodnie, oczywiście z małymi wyjątkami ale bez większego entuzjazmu.
Mimo, że to był grudzień to temperatury 35/45C panowały, przynajmniej w moim odczuciu, 24 godziny na dobę.
Jak w takich warunkach można cokolwiek robić....?!
Udało mi się przemycić miedzy kąpielówkami muchówkę, a nuż nadarzy się jakaś okazja by pomachać w tropikalnej
scenerii a potem "polansować się" w sieci ;)
 
Przedstawiam kilka normalnych fotek, które jakimś cudem zachowały się na kartach między setkami innych - z nocnych
wojaży i smażenia się na piasku ;)
 
Wynajęliśmy TAXI łajbę i popłynęliśmy na jedną z setek bezludnych wysepek. NAPRAWDĘ BEZLUDNA! Tylko my, kraby,
orzechy kokosowe i walające się śmieci które przywlekły fale.
 
 
 
 
Hermit crab (Pustelnik)

 
Takie "skalary" to bym wyciągnął z akwarium, strzelił foto na tle paprotki i też by były tropiki ;)
Można było je połowić, tak samo jak wiele innych...
 
 
Ławica Moorish idol (Idolki)
 
 
Tego pana i jego rodzinki nie trzeba nikomu przedstawiać ;)
Ponoć miałem szczęście trafiając na jego domek ...jak bajka potrafi "człowiekowi" zrujnować życie.
 
 
 
Oko w oko z Giant puffer (Arotron wielki) - osiąga 120 cm.
 
 
 
 
Występująca w najróżniejszych kolorach 0,5m małża i jej niewiele mniejszy sąsiad - morski ogórek.
 
 
 
Jewel Urchin (Jeżowiec)
 
 
Mushroom coral (Fungia)
 
 
 
Goldband fusilier (Cezja żółtosmużka)
 
 
 
Moi ulubieńcy!
Pasące się Broadclub cuttlefish (Mątwy).
 
 
 
Pan Homar
 
 
Giant Moray (Murena olbrzymia)
Ta koleżanka i jej kuzynka M. Zebra wyskakując z norki napędziły mi niezłego strachu.
 
 
 
 
 
Niektóre z wcześniej wymienionych w wersji mniej ruchliwej. 
Owoce morza mógłbym jeść cały czas! To między innymi przez takich turystów jak ja wiele gatunków stoi
na krawędzi wyginięcia. Na szczęście większość serwowanych cudaków pochodzi z farm.
 
 
 
 
 
To już mniej apetycznie wyglądające genetyki.
 
 
No nie była to stricte wyprawa FF ale fajnie raz na jakiś czas poczuć się jak "niemiecki turysta".