ZAKOŃCZENIE Z LIPIENIEM - PAŹDZIERNIK 2013


Można to już nazwać małą tradycją. Po raz 4 z Markiem (marek3miasto)

robimy zakończenie sezonu z lipieniami nad rzeką Glommą.
Z początkiem października camp już zamknięty, wszystko pozabijane dechami
czeka na przyjęcie zimy. Rezerwacja kilka dni przed tylko przez telefon,
później wystarczy dojechać i obejść cały teren wypatrując w drzwiach której kanciapy wisi klucz ;)

Oczywiście sami na campie i co najfajniejsze sami na rzece. Dosłownie przez 300 km
nie widziałem żadnego wędkarza :)
Jak kupowałem licencje to sprzedawca na stacji benzynowej parskną śmiechem i tylko
pokręcił głową :(

Zajeżdżam na dopływik gdzie zawsze umawiam się z Markiem, oczywiście stoi tylko fura
a chłop obławia dołek. Zawsze jest przede mną i ma na koncie kilka ładnych rybek .

Nieźle się zdziwiłem jak powiedział, że tym razem ani puknięcia.
 
 


Dziś już nie łowimy, silny wiatr, kilka stopni na plusie i się jeszcze rozpadło.
Na następny dzień prognozy nie są optymistyczne, lekko zawiedzeni wyczekujemy jutra.
Zanim się rozwidniło lało :|




W czasie śniadania przestało :)





Z każdą godziną chmury się rozrzedzały i zaczynało się wypogadzać :D
Czekamy - jest szansa na suszenie, to było by to w ostatni dzień wędkowania!
Wujek przywiózł naklejki :)



 
Pierwsze przebłyski słońca...jedziemy na płań!
 
 
Spijamy kawkę nad brzegiem i wypatrujemy pierwszych oczek, powolutku woda zaczyna żyć.
Im więcej słońca tym szybciej dochodzi do wrzenia :)
Kombinujemy, coś pomiędzy małą oliwką a chruścikiem. Lipienie tylko trącają je nosem.
Marek wygrzebuje jakieś sanowe muszki które dostał na początku lat 90. Zaczynamy łowić...
 
 
 
 
 
 
Rybek na prawdę dużo! Większość ryb 44 cm, nic ponad 46. Najmniejsze jakie złowiłem to 2 szt na 38 cm.
Na prawdę połowiłem, do maja musi wystarczyć :)
 
 
 
 
 
 
 
Kawosz nie dał połowić :)
 
 
 
I z powrotem do wody...
 
 
 
Branie-zacięcie...
 
 
...siedzi!!!
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
I jak słońce zaczęło zachodzić brania ustawały, ale te 5h holi naładowały akumulatory.
Doładowywać będziemy wracając do zdjęć.
 
 
 
Do zobaczenia za rok...