ZIMOWY REKONESANS - MARZEC 2012
Czyli jak pewni idioci dali się nabrać bo pierwsze ptaki "na dole" oznajmiły, że jest już wiosna ;)
 
 
Początek marca 2012, w Oslo piękna pogoda, zero śniegu, ptaszki ćwierkają, wszytko budzi się do życia. 
Jak tu spokojnie wysiedzieć gdy wszystko wokoło pokazuje, że zima się skończyła...!!!
Trzeba jechać zobaczyć jaka jest sytuacja nad rzeką, skoro na dole można już czasem polatać w T-shircie
to może i tam w górze wiosna przyszła szybciej... :)
 
Jedziemy!!!
Jak co roku plecaki zapakowane minimalnie, biegówki na pace, ruszamy odwiedzić "bazę"  i przy okazji zobaczyć
jak sobie radzi wiosna w walce z zimą.
Jak widać na fotografiach niestety idzie jej bardzo słabo, a ponad metrowe zaspy i śnieg do pasa szybko studzą
mój entuzjazm. Znowu, jak co roku, dałem się nabrać.
 
No nic, "bazę" trzeba odwiedzić i podołać temu morderczemu podejściu pod górę. Dla mnie to jakaś masakra jest,
to największy wysiłek do którego zmuszam się dobrowolnie raz w roku :) 
Średnio przejście tych 5km pod górę, po kopnym śniegu, gdzie od 5 miesięcy nie było nikogo zajmuje mi jakieś 2,5 h.
*ale bardziej wysportowanym i wprawionym 'w biegówkach" jakieś 1,5h* [...]
Dzięki dodatkowym 20 kg na plecach co chwilę razem z nartami zapadam się prawie po pas.
Od 5 lat, zawsze w połowie drogi, powtarzam sobie, że to już ostatni raz.
 
 
2 zdjęcia poniżej są już z drogi powrotnej, stąd te ślady (pozostawione przeze mnie 2 dni wcześniej). 
Mimo, że jest pięknie i można by "focić" wokoło cały czas, ja mam wszytko w 4 literach, idę i w myślach
tylko narzekam, marudzę i sapie.

 


Po dotarciu na miejsce trzeba poświecić godzinkę na dokopanie się do drzwi, rozkopanie tarasu i zrobienie drogi
do kibelka. Trzeba też rozpalić w kominku, niech  stare bele w ścianach zaczną się nagrzewać .
Może będziemy mieli fart i temperatura w nocy nie spadnie poniżej -20stC.
 
...a potem już tylko relaks i długie dysputy o przeszłych i przyszłych wojażach wędkarskich :)







W tak pięknej scenerii nawet silny mróz nie jest straszny.





Nazajutrz, przy porannej kawie, bystre oko "orła" dostrzegło 30 m przed domkiem jakieś duże, świeże ślady...



Oczywiście szybko wskoczyłem  na narty  i  pobiegłem sprawdzić co to... Obstawiałem łosia,
zająca ale zmroziło mnie lekko gdy zobaczyłem świeżutkie odbicie wielkiej łapy uzbrojonej
w długie, ostre pazury!
 
Nie wiem co to było ale na pewno nie żywiło się młodymi pędami roślin, wystającymi spod śnieg.
Podejrzewałem, że to zapachy z grilla obudziły jakiegoś misia. W końcu miejscowi co roku widują
w okolicy niedzwiedzie.
Chwile się wahałem ale ciekawość była silniejsza od rozsądku i poszedłem jego śladem.
Daleko nie musiałem szukać, gdy tylko wyszedłem z polany w las, zobaczyłem rozkopany śnieg,
pod którym były szczątki łosia. 
Może upolował go na jesieni a teraz głód go zmusił do odwiedzenia swojej spiżarni?
 
Obstawiam jeszcze, że mógł to być rosomak; występuje w północnej Skandynawii, nie zapada w sen zimowy,
żywi się miedzy innymi padliną, a w tunelach pod śniegiem gromadzi zapasy do których wraca nawet po sześciu
miesiącach.
 
Można tylko spekulować, zdania są podzielone.
Na fotografiach niewiele widać ;)









Jak widać rzeka już prawie otwarta!!!
Pozostaje tylko czekać aż stopnieje śnieg i troszkę się ociepli - będzie można zaczynać  :) :) :)









3 tygodnie później skusiłem się na wyjazd raz jeszcze... już jest trochę lepiej!